Rei - 2010-01-31 13:21:09

Supermarket sieci ,,Starshop,, od wewnątrz, czyli miejsce, gdzie można zaopatrzyć się w niezbędne produkty żywnościowe i przedmioty codziennego użytku. [dokładniejszy opis zrobię później]

Rei - 2010-01-31 13:36:03

*Do pobliskiego supermarketu zawitała dziś niewysoka osóbka. Wyglądem przypominająca najbardziej człowieka, choć oczywiście wprawne oko ewentualnego obserwatora, było w stanie już po chwili dostrzec pewne wyraźne anomalie, jak choćby niezwykle blada cera, stosunkowo niespotykany odcień włosów, oraz delikatne bruzdy, przecinające nos i okolice czoła. Rei prześlizgnęła się przez na wpół otwarte drzwi. O dziwo nigdy nie zadawała sobie trudu z ich otwieraniem i zawsze jakoś udawało jej się przemknąć chyłkiem, gdy ktoś wchodził, lub wychodził. Gdy znalazła się już w środku, skierowała swe kroki ku pierwszej lepszej alejce z półkami, a wyglądało to tak, jak gdyby urządzała sobie swego rodzaju spacer, choć oczywiście przyszła tu z pewnością w jakimś celu*

Zin - 2010-01-31 13:42:55

Na parkingu nieopodal supermarketu zaparkowała sporej wielkości furgonetka firmowa warsztatu "Krótkie Spięcie". Ludzie mogli spoglądać się na ten złom, gdyż pomruk jego silnika był okropny, powodował, że małe dzieci mogły zacząć płakać. Silnik został wyłączony po czym z samochodu wyszedł człowiek. Niczym nieróżniący się od reszty swoich pobratymców. Miał przesadnie niebieskie oczy, które zdradzały jego pochodzenie czyli planetę Ratis I. Mężczyzna ubrany był w czerwoną bluzę z kapturem, bojówki moro oraz sportowe obuwie. Na czoło zaciągnięte miał gogle, bez których czułby się jak bez ręki. Wziął jeden z lewitujących wózków i wkroczył do sklepu. Był wyraźnie podirytowany faktem, że sąsiadka, która robiła mu zakupy, zachorowała i Zin został zmuszony do samodzielnych zakupów. Przemierzał wielką sklepową aleję, to był pierwszy raz w tak wielkim sklepie. Wyraźnie się gubił w tych wielkich alejach. Z nieuwagi najechał wózkiem na Nesha.
-O, przepraszam-powiedział, gdy wycedził w nią z dość sporą siłą. Miał nadzieję, że nic się jej nie stało.

Rei - 2010-01-31 13:51:30

*Jako że pochłonięta była akuratnie rozglądaniem się w poszukiwaniu czegoś konkretnego, tak więc nie zauważyła niebezpiecznie zbliżającego się w jej kierunku Zina i jeszcze bardziej niebezpiecznie zbliżającego się w kierunku jej nogi-wózka. Poczuła impet, z jakim jej przyłożył, oj poczuła i zaraz też wydała z siebie odgłos bliżej nieokreślony, przypominający nieco prychnięcie. Zgięła teraz lewą nogę w kolanie, asekurując się jakoś i łapiąc dłońmi ramę wózka, by się nie przewrócić. Skrzywiła się lekko, mrużąc jedno oko* C'jit, Mógłbyś trochę uważać, wiesz! *Syknęła, czując rozchodzący się po mięśniach ból*

Zin - 2010-01-31 14:06:02

-To pani stoi jak jakaś łamaga-powiedział do niej. Nie znał tej kobiety, dlatego też zachował zwroty grzecznościowe. Puścił rączkę wózka i podszedł do dziewczyny.-Wszystko w porządku? Wezwać medyka?-spytał. Zestresowała go ta sytuacja. Chciał ją chwycić, ale powstrzymał się. Jeszcze w ryj by dostał, a tego na pewno nie chciał. Podrapał się po łbie, nie chciał płacić odszkodowania kobiecie z powodu złamania nogi, albo czegoś...

Rei - 2010-01-31 14:16:07

*Słysząc słowo ,,łamaga,, już miała ochotę odpyskować, no ale potem nagle ten człowiek nieco chyba się opanował i nawet, o proszę: wykazał chęć pomocy i zainteresowanie, a to się raczej rzadko zdarzało. Cofnęła się więc o krok, krzywiąc przy tym lekko. Puściła trzymaną wcześniej ramę wózka i położyła dłonie na swoim kolanie, sprawdzając najwyraźniej, jakie obrażenia odniosła. Wygląda w porządku- pomyślała. Choć nadal boli cholernie. Po chwili względnych oględzin, udało jej się wyprostować a odrzuciła przy tym rozpuszczone włosy nieco w tył, zdmuchując z twarzy pojedyncze, niesforne kosmyki. Ubrana była tym razem w ciemno szare, mocno opinające się spodnie, znoszone czerwone trampki i niebieską koszulkę, odsłaniającą drobne ramiona. Ręce obwiązane miała do łokci jasnymi bandażami, na szyi jak zwykle tkwił zegarek na rzemyku. zadarła lekko podbródek, chcąc spojrzeć temu człowiekowi w twarz, bo jak by nie patrzeć, sporo wyższy był od niej.* Nic mi nie jest, nie pierwszy i nie ostatni raz obrywam... *Odparła w końcu z nutą goryczy w głosie* ...chociaż... chyba jednak pierwszy raz wózkiem w supermarkecie *dodała po chwili, ponownie krzywiąc się nieznacznie i nieco teatralnie*

Zin - 2010-01-31 14:23:08

-Wózek z supermarketu to jest nic w porównaniu do zderzenia z hulajnogą elektryczną.-powiedział do niej. Pierwszy raz widział przedstawicielkę tej rasy w tym mieście. No cóż. Mieszka tu już dwanaście lat, widział wiele ewenementów na skalę galaktyki, jednak nigdy nie widział...kogoś takiego.-Pani niech lepiej uważa, bo jeszcze wpadnie kiedyś pod samochód. Hamulce hydrokinetyczne nie reagują tak szybko jak powinny. Poza tym. Zindarad Kobdar jestem-powiedział i lekko się uśmiechnął doń. W sumie nie do końca wiedział co powiedzieć, gdyż nigdy nie był zbyt wylewny.

Rei - 2010-01-31 14:40:03

*Przyglądała mu się przez moment uważnie, bez najmniejszego skrępowania, jak to miała w zwyczaju. Ona za to ludzi widziała już wielu, ale nigdy kogoś o tak intensywnym, niebieskim kolorze oczu, co zaraz przyciągnęło jej wzrok. Po chwili jednak opanowała się nieco, cofnęła jeszcze o pół kroku i zaplotła ręce na piersi* Tyle, że samochody zazwyczaj nie wjeżdżają w tyłek nic nie spodziewającym się tego przechodniom. Mam prośbę, jakbyś mnie kiedyś na ulicy zobaczył, turlając się swoim samochodem z  hamulcami hydrokinetycznymi, krzyknij mi przez okienko: Zindarad Kobdar jedzie, to będę wiedziała, że mam brać nogi za pas. *To mówiąc uśmiechnęła się nieco kąśliwie* A ,,łamagi,, imię brzmi Rei ...

Zin - 2010-01-31 14:45:45

-Ja w swoim samochodzie wymontowuje hydrokinetyki-wyszczerzył swoje zęby. Jeździł już tyle lat, że uważał się za tak dobrego kierowcę, któremu nie potrzebne były te hamulce. One tylko ograniczały kierowcę, a Zin nie lubił ograniczeń. Żył w świecie pełnym ograniczeń, musiał jednak się z tym pogodzić, żeby nie skończyć w więzieniu. Człowiek podrapał się po swojej głowie.-O czym to ja miałem? A...nie mów mi Zindarad. Nienawidzę swojego imienia...matka mnie skrzywdziła...kurwa.-ostatnie słowo powiedział po cichu. Ludzie tu martwią jak tu przetrwać kolejny dzień, a ten rozmyślał na temat swojego rzadko używanego imienia, którego nienawidził. Takim to się powodzi.

Rei - 2010-01-31 14:52:18

Nie tylko ciebie w podobny sposób skrzywdzili, zdaje mi się... na mnie na przykład wołają: C'jit, ale nie wnikajmy, w każdym razie mnie osobiście to nie przeszkadza. *Odparła po chwili namysłu* No ale, Zin. Mogę ci mówić Zin? *Ulokowała uważne spojrzenie swoich kocich oczu w jego twarzy, a potem nie czekając na odpowiedź, kontynuowała swoim dziewczęcym głosem z nutą nieco drapieżnego wydźwięku* Coś mi się zdaje, że albo masz kaca i rozbijasz się wózkiem po okolicy, albo jesteś tu pierwszy raz i nie bardzo wiesz, co gdzie można znaleźć, hm? *Tym razem zamilkła, czekając jego reakcji*

Zin - 2010-01-31 14:57:24

-Jest mi cholernie wstyd. Przyznam się, że jestem tu pierwszy raz.-w tym momencie Zin chciał zapaść się pod ziemie. Nie dziwota, mieszkał tu tyle lat, a nigdy nie był w tak wielkim sklepie, ale za chwile wszystko się wyjaśni.-Zazwyczaj sąsiadka robiła mi zakupy, ale pech chciał, że zachorowała i szlag wszystko trafił. Trza było przyjechać samemu...-powiedział. Teraz lekko się uśmiechnął. Zaczął sobie żartować z tego faktu. Wiedział jak zagadać sąsiadkę, by zrobiła mu zakupy. Miała siedemdziesiąt siedem lat i wystarczył jeden mały komplement, żeby była gotowa wyjść do sklepu.

Rei - 2010-01-31 15:05:21

*Osobiście Rei nie widziała w tym fakcie nic wstydliwego, po prostu z początku zdziwiło ją, że taki postawny jegomość robi zakupy w takim miejscu. Zazwyczaj bywało, że w takich sytuacjach kupowały za nich żony, kochanki, droidy czy też innego rodzaju wysłannicy, no ale ten mężczyzna się wytłumaczył i to wystarczyło.* Słuchaj... jak ci się spieszy, mogę ci trochę pomóc. Powiedz mi tylko, co chcesz kupić, to cię naprowadzę na właściwe miejsca *odparła w końcu, rozglądając się teraz z wolna po sklepie. Dłonie opuściła już wzdłuż ciała, więc nie postawą reprezentowała całkiem przyjazne nastawienie*

Zin - 2010-01-31 15:12:38

-Trza kupić mleko, bułki, chleb.-powiedział to co jeszcze w pamięci mu zostało. Teraz zaczął wspomagać się listą zakupów. Co do rodziny to Zin raz, że nie miał na nią czasu, a dwa nie miał na to pieniędzy.-Szlugi, kiełbachę i piwo-no. Więcej rzeczy nie potrzebował, gdyż większość posiłków jadł poza domem. Zazwyczaj w jakiś jadłodajniach, albo jadał obiady ugotowane przez miłą i życzliwą sąsiadkę.-Jaja...właśnie jeszcze jaja.-dodał i puknął się czoło, bo przypomniał sobie o nich. Bez nich nie byłoby weekendowej jajecznicy.

Rei - 2010-01-31 15:19:41

Dobra jest, zajmę się chlebem i bułkami, tam... *Tu wyciągnęła przed siebie dłoń, wskazując mu palcem kierunek, pomiędzy półkami w oddali* ...możesz się zaopatrzyć w te swoje szlugi i piwo. Wróć tu za chwilę, to ci pokaże gdzie możesz znaleźć resztę rzeczy. *Odparła i okręciwszy się na palcach, już miała ruszyć przed siebie, gdy nagle odezwało się jej kontuzjowane kolano* Szlag... *Mruknęła cicho, uginając lekko nogę, ale po chwili wykonała kilka nieznacznie kulejących kroków i zniknęła gdzieś pomiędzy regałami*

Zin - 2010-01-31 15:31:56

-Dobra-powiedział. Chwycił za ramę wózka i zaczął go prowadzić. Błądził między sklepowymi półkami przez dziesięć minut. Najwyraźniej zgubił się gdzieś w sklepowej czeluści. Nigdy nienawidził robić zakupów. Zawsze zapominał o czymś, albo błądził w poszukiwaniu odpowiednich towarów. W końcu po jakimś czasie znalazł się w miejscu, w którym  zderzył się z kobietą. Miał nadzieję, że ona też wróci ze wszystkim.

Rei - 2010-01-31 15:42:06

*Nie musiał czekać zbyt długo, bo już po chwili wróciła, niosąc produkty, o które prosił* Nie lubię robić zakupów... *Skwitowała, podchodząc do niego i wkładając wszystko do wózka. W między czasie zdążyła też skoczyć po resztę rzeczy z listy, tak więc po niedługiej chwili koszyk Zina był wypełniony dokładnie tym, czego potrzebował* To by było na tyle? *raczej stwierdziła fakt, niż zapytała. przekręciła lekko głowę, przyglądając mu się ponownie*

Zin - 2010-01-31 15:56:35

-Poczekaj. Pomyślę. Tia...to byłoby na tyle.-powiedział z lekkim uśmiechem na gębie. Podszedł szybko do kasy. Wyciągnął wszystkie produkty i ekspedientka zaczęła podliczać sumę do zapłaty. Wyskoczyły dwadzieścia dwa kredyty. No nie było to zbyt wiele, ale Zin obecnie nie miał zbyt wiele pieniędzy. Zbyt wiele kredytów zostało wydanych na naprawę jego samochodziku. Z trudem położył pieniądze na ladzie i zapakował sobie wszystko do jakiś reklamówek. Cofnął się do miejsca, w którym stała kobieta.-No...dzięki za pomoc.-powiedział i skinął jej lekko głową niczym dżentelmen, którym nie był. Może to i lepiej, żaden z jego znajomych nie wyobraża sobie Zina jako dobrze wychowanego dżentelmena.

Rei - 2010-01-31 16:03:08

*Wyczuła w tym geście coś nienaturalnego, tak więc na jej twarzy pojawił się lekko złośliwy, ale bądź co bądź przyjemny w odbiorze uśmiech* Nie ma sprawy... *Odparła po chwili, kładąc prawą dłoń na biodrze* ...wisisz mi leczenie ortopedyczne, ale kiedy indziej się o to upomnę *dodała, po czym odwróciła się i machnąwszy mu lekko wolną dłonią na odchodnym, zniknęła po chwili pomiędzy regałami sklepu*

Zin - 2010-01-31 16:07:33

-To na razie-powiedział i uśmiechnął się lekko. Szybko wyszedł ze sklepu. Zapakował się szybko do furgonetki i odpalił firmowego potwora. Wycofał szybko i odjechał do swojego mieszkania, coby ludzi pod supermarketem nie straszyć. Puścił w radiu swoją ulubioną stację, w której leciały ulubione motywy w stylu reggae oraz hip-hop. Potworny dźwięk silnika niemal wszystko zagłuszał, jednak nie przeszkadzało to Zinowi w bujaniu się w rytm muzyki.

GotLink.pl